Opis
Gertrud von le Fort – Sąd morza (Sąd morza • Consolata • Wieża Stałości)
Zbiór trzech opowiadań Gertrud von le Fort – Sąd morza (1943), Consolata (1947) oraz Wieża Stałości (1957) – to literacka medytacja nad winą, miłosierdziem i duchową przemianą człowieka.
Tytułowe Sąd morza rozgrywa się w średniowiecznej Bretanii i ukazuje Annę de Vitré, młodą kobietę postawioną przed trudnym wyborem: zabić czy przebaczyć. W jej milczeniu i macierzyńskiej pieśni wobec dziecka wroga dokonuje się akt duchowego macierzyństwa, który przewyższa ludzką logikę zemsty i staje się symbolem łaski i odkupienia.
Consolata przenosi nas do XIII-wiecznej Padwy, gdzie duchowy legat papieski Filippo Fontana staje w obliczu tyranii Ansedia. Opowiadanie splata realia historyczne z metafizyczną refleksją nad sądem sumienia, pokutą i łaską. Tytułowa „Consolata” – stowarzyszenie świeckich – uczy, że prawdziwa sprawiedliwość nie tkwi w karze, lecz w nawróceniu i duchowym przebaczeniu.
W Wieży Stałości autorka prowadzi czytelnika do barokowego Wersalu i Aigues-Mortes, gdzie książe z Beauvau, w cieniu politycznej intrygi i prześladowań protestanckich kobiet, doświadcza duchowego przebudzenia. Postać historycznej Marie Durand staje się symbolem niezłomności wiary, a lochy i dwór – przestrzenią, w której łaska dokonuje przemiany sumienia i serca człowieka.
Zbiór wyróżnia się poetyckim stylem, bogatym w symbole i refleksją nad duchową odpowiedzialnością człowieka. Von le Fort ukazuje, że prawdziwa siła kobiety i człowieka tkwi w miłosierdziu, ofierze i zdolności do przebaczenia, a akt przemiany duchowej może dokonać się w najbardziej dramatycznych okolicznościach.
Informacje dodatkowe:
Oprawa twarda, płócienna z obwolutą i kapitałką
Wydanie I
Format 13cm x 20cm x 1,8 cm
Liczba stron 128
ISBN 978-83-972307-6-7
Grafika, skład, łamanie i zdjęcia: Anna Słapek





Magda Urban (zweryfikowany) –
„Kiedy siedziała już naprzeciw niego w małej łodzi, tuż nad wodą, bardzo blisko głębokiego, przejrzystego, wszechwiedzącego morza, wydało jej się nagle, że Budoc rozpoczyna z nią w ciemności jakąś tajemniczą rozmowę – nie głosem swoich ust, lecz głosem swojej krwi; tej pradawnej krwi celtyckiej, która płynęła w żyłach ich obojga, głęboka jak piękne źródła ich ojczyzny, ciemna jak lasy czarodzieja Merlina i dzika jak spienione, skaliste wybrzeża, gdzie bogini śmierci szepcze umierającym żeglarzom do ucha kołysankę ich matek” / Gertrud von LeFort „Sąd morza”
W opowiadaniu „Sąd morza” (pierwszym ze zbioru o tym samym tytule) stykają się w sposób bardzo subtelny różne wątki i motywy, które skłaniają do rozmyślań nad wolną wolą a prededystancją; tu życie małego dziecka złożone zostaje w ręce młodziutkiej celtyckiej kobiety, której los wydaje się zmierzać do konkretnego, z góry zaplanowanego przez większą siłę końca. Najważniejsze w tym opowiadaniu staje się zatem to, jak wykorzystać czas, który jest odgórnie dany zanim pochłoną człowieka fale ostateczności. Pojawia się tu również motyw nie mniej ważny, a jakże częsty w prozie Gertrud von LeFort, czyli – matka i macierzyństwo, zakorzenione w kobiecie niezależnie od powołania. To właśnie tutaj, w młodziutkiej Annie de Vitre rodzą się uczucia, które dominują i podbijają jej decyzję. To właśnie tutaj, w cywilizacji śmierci, porusza sumienia i uosabia Najmiłosierniejszego, bo nie może nieść śmierci ta, która daje życie. Na szczególną uwagę zasługuje również kreacja świata przedstawionego; pierwotność zamknięta w kręgu żywiołów. Autorka przyzwyczaiła nas, iż w swojej prozie ukazuje sylwetki świetnie skrojonych postaci, które podejmują ważkie decyzje, w konkretnym momencie w historii, lecz podczas poznawania „Sądu Morza” dzieje się tak, iż okoliczności wciągają nas bez reszty, wręcz czujemy słony smak morza na języku. Jak dotąd u le Fort nie doświadczyłam takiej siły w warstwie opisowej. Literacko to opowiadanie stoi na najwyższym poziomie.
„Ty ujarzmiłeś morze swą potęgą, skruszyłeś głowy smoków na morzu. Ty zmiażdżyłeś łby Lewiatana, wydałeś go na żer potworom morskim” (Ps 74,13-14)
Odbiór drugiego w zbiorze opowiadania pt. „Consolata”, przyćmiła mi celtycka nuta kołysanki, wydobywająca się z pokładu „Sądu morza”, choć bez wątpienia jest to bardzo dobre, surowe opowiadanie. Nacisk w „Consolacie” położony jest na warstwę ukłonu bezsilnej ludzkiej kondycji wobec mocy miłosierdzia; uzbrojony w karykaturę człowieczeństwa Goliat pychy wobec Bożej procy miłości. „Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i zakrzywionym nożem, ja zaś idę na ciebie w imię Pana Zastępów…” (1 Sm 45,17). Każdy z głównych bohaterów to okręt, którego żagiel napędza inna wartość. Ostatecznie jednak każdy z nich grzęźnie na mieliźnie Bożej łaski lub rozbija się o Jego miłosierdzie.
„Zdumiony, uświadomił sobie, że przekroczył granicę oddzielającą go od całego dotychczasowego świata, i że ten świat bezpowrotnie znika mu z oczu jak wystrojony okręt tonący w głębinach” / Gertrud von LeFort „Wieża Stałości” w „Sąd morza”
Po zapoznaniu się z trzecim opowiadaniem pt. „Wieża Stałości” możemy z powodzeniem ukuć wniosek, że całość zbioru opiera się na jednym, boskim przymiocie jakim jest MIŁOSIERDZIE, które Jedyny ma dla nas i dla całego świata (dzięki Bogu!). Niewątpliwie opowieść snuta w tym opowiadaniu, kolejny już raz udowadnia, że proza le Fort rezonuje z duchową głębią, bezlitosną analizą ludzkiej duszy i chrześcijańską intuicją. Świat przedstawiony w „Wieży Stałości” wydaje się znajomy; są to bowiem czasy ludwikowskiej Francji, a bohaterowie powiązani są z tymi, którzy już pojawili się w innym tekście le Fort pt. „Ostatnie spotkanie” (zbiór „Córka Jeftego”). Fakt ten przydaje „Wieży Stałości” dodatkowego, głębszego znaczenia. Autorka po raz wtóry snuje opowieść o boskim pryzmacie łaski, który przechodzi przez katolickie dłonie i usta – w tym przypadku – wobec uwięzionych heretyczek. I wydaje się ono bardziej symboliczne, znamienne, chrześcijańsko prawdziwe, niż to, które powinno łączyć bohaterów „jednej wiary”. Choć określenie to u le Fort wydaje się znaczyć o wiele więcej. W opowiadaniu „Wieża Stałości” ci, przed którymi powinny kroczyć łaska i wierność, to ci oszukujący się w swej marności i zbytku. A „lepsze jest dobre imię niż wonne olejki, a dzień śmierci niż dzień urodzenia. Lepiej jest iść do domu żałoby, niż iść do domu wesela, bo w tamtym jest koniec każdego człowieka, i człowiek żyjący bierze to sobie do serca” (Koh 7, 1-2). Jakże subtelne dźwięki wydają struny, które uderza boska ręka, by wybrzmieć w odpowiednich uszach. I choć czasem akordy wydają się zbyt szalone, by pojąć ich sens, to dopiero całość melodii może potwierdzić, czy ofiara bohatera opowiadania księcia de Beauvau, może stanowić pieśń rozsądku, czy bałamucenie szaleńca.
„Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych” (Łk 12, 7)
_
Magda Urban (IG/FB @magda.notonlyreads)