Opis
Gertrud von le Fort – Córka Jeftego (Cóka Jeftego • Katedra • Ostatnie spotkanie)
Zbiór trzech opowiadań Gertrud von le Fort: Córka Jeftego (1964), Katedra (1968) oraz Ostatnie spotkanie (1959) to dzieła przeniknięte duchowością, refleksją nad historią i kondycją człowieka wobec tajemnicy Boga.
Tytułowe opowiadanie, Córka Jeftego, osadzone pod koniec XV wieku w Hiszpanii, ukazuje dramat żydowskiej rodziny w cieniu wypędzenia Żydów i zarazy. W centrum historii znajduje się niewidoma Mikal – córka Charona ben Israela, lekarza i rabina. Postać Mikal, podobnie jak Edyta Stein, staje się symbolem ofiary, duchowego macierzyństwa i kontemplacyjnej siły kobiety, a jej los łączy wątki biblijne z refleksją nad historią zbawienia.
W Katedrze autorka przywołuje dziecięcą wrażliwość i mistyczną głębię, opowiadając historię dziewczynki Angeliki, która po śmierci matki szuka duchowego domu w katedrze. Opowiadanie symbolicznie ukazuje jedność Kościoła, transcendencję sakralnej przestrzeni i powrót duszy do duchowego domu, łącząc historyczne napięcia z osobistym doświadczeniem tęsknoty za wspólnotą.
Ostatnie spotkanie przenosi czytelnika do dworu Ludwika XIV i koncentruje się na spotkaniu Louise de La Vallière i markizy de Montespan. To opowieść o przebaczeniu, duchowym współcierpieniu i możliwości przemiany człowieka przez miłość i łaskę. Von le Fort ukazuje, że prawdziwa moc kobiety tkwi w zdolności do miłosierdzia i współuczestnictwa w cierpieniu bliźniego, co prowadzi do odkupienia.
Cały zbiór odznacza się poetyckim stylem, bogatym w symbole, refleksją nad cierpieniem, duchową ofiarą i możliwością przemiany. Gertrud von le Fort w subtelny sposób łączy historię, duchowość i medytację nad losem człowieka, tworząc przestrzeń dla kontemplacji, modlitwy i duchowego poruszenia.
Informacje dodatkowe:
Oprawa twarda, płócienna z obwolutą i kapitałką
Wydanie I
Format 13cm x 20cm x 1,5 cm
Liczba stron 100
ISBN 978-83-972307-5-0
Grafika, skład, łamanie i zdjęcia: Anna Słapek






Magda Urban (zweryfikowany) –
Jeśli chcemy uzyskać pełniejszy obraz życia Gertrud von LeFort, jej osobowości, a ostatecznie jej bogatej twórczości, musimy – parafrazując słowa z pewnej duchowej biografii, dotyczącej innego autora-konwertyty – „zwrócić uwagę na to, co jej wiara znaczyła dla niej: nie na to, co znaczy dla nas (czy to w sensie negatywnym, czy pozytywnym), ani na to, co chcielibyśmy lub zakładamy, że znaczyła dla niej”. Wydaje mi się, że sięgając po zbiór opowiadań spod pióra le Fort pt. „Córka Jeftego”, szczególnie musimy o powyższym pamiętać.
W tym krótkim, acz treściwym zbiorze, poznajemy trzy teksty:
▫️ „Córkę Jeftego”,
▫️ „Katedrę”,
▫️ „Ostatnie spotkanie”.
Choć każde z nich ma inny wydźwięk, wszystkie niosą pewną wspólną prawdę, która zawiera się w drodze do pogłębienia oraz poznania wiary, niosą również większe lub mniejsze znamiona ekumenizmu.
Z „Córki Jeftego” dowiadujemy się, że trzeba nam oślepnąć, by faktycznie zobaczyć, odrzucić ziemskie myślenie, wzbić się ponad podziałami, szczególnie jeśli idzie o los drugiego człowieka, którego droga, czasem tylko przez chwilę, jest równoległa do naszej. Dochodzi tu też odwieczny ból narodu wybranego, „przez które przyszło Zbawienie” (J 4:22,26) oraz tego, do czego ten ból, przedzierzgnięty w zacietrzewienie, doprowadził. Chrystus Zmartwychwstaje w katolicyzmie, by „oświetlić drogę owcom zaginionym z domu Izraela” (Mt 15:24), wypełniając równocześnie Mojżeszowe Prawo, bo „teraz zaś Prawo straciło moc nad nami, gdy umarliśmy temu, co trzymało nas w jarzmie, tak, że możemy pełnić służbę w nowym duchu, a nie według przestarzałej litery” (Rz 7:6). Jest to równocześnie bardzo biblijne opowiadanie, toteż spaja się w jedno faktyczny czas akcji, a ten, który wyrzuca nas do początku; pod chrystusowy krzyż na Golgocie.
Poprzez „Katedrę”, najbardziej biograficzne opowiadanie, Gertrud mówi nam o wchodzeniu głębiej, o przechodzeniu z surowego i prostego protestantyzmu do transcendencji katolicyzmu, co widać w stylu prowadzenia tej historii, tak różnej od innych tekstów. Chowa się pod postacią kilkuletniej dziewczynki, która traci matkę, szukając w nowej sytuacji tego, co bezpieczne, znajome i dające jej poczucie przynależności. Realia, które są tutaj opisane nie są dla nas – Polaków i katolików z dziada pradziada – zrozumiałe na tyle, byśmy mogli czuć się w nich komfortowo. Zwrócić jednak należy uwagę, co to opowiadanie znaczyło dla samej pisarki, która mając dopiero 50lat przeszła z protestantyzmu na katolicyzm, a na co dzień widziała to, do czego prowadzi ten podział, zapoczątkowany przed kilkoma wiekami. Swój początek bierze on bowiem, podobnie jak w protestanckiej Anglii, od schyłku czasów średniowiecznych, a dokładnie w przypadku Niemiec od Marcina Lutra i jego 95tez z 1517r., kwestionujących nauczanie Kościoła Katolickiego. Dalej rozwija się w stopniowe prześladowanie kościoła katolickiego do jego apogeum, które miało miejsce za czasów Hitlera. Naziści starali się dyskryminować, a w późniejszym czasie prześladować przedstawicieli Kościoła Katolickiego i to właśnie Kościół uczynili jednym z programowych wrogów ideologicznych. Warto odnotować, że Gertrud dokonała konwersji w 1926r., czyli na trzynaście lat przed wybuchem II wojny światowej.
W „Ostatnim spotkaniu”, stanowiącym równocześnie ostatnie opowiadanie w zbiorze, osobiście mi najbliższe, autorka ponownie dokonuje przejścia pomiędzy podziałem między sacrum a profanum, wtłaczając pozorne różnice w dwie kompletnie przeciwstawne na pierwszy rzut oka bohaterki – cichej zakonnicy oraz niepokornej metresy. Ich grzechy wydają się jednak nie schodzić sprzed ich oblicza, a różnica uwidacznia się wyłącznie w sposobie radzenia sobie z własną marnością w zestawieniu z nieskończonym Bożym miłosierdziem. Opowiadanie to, choć umieszczone w czasach ludwikowskiej Francji, bardzo przypomina mi sytuację, o której czytałam we wspomnieniach wojennych Karoliny Lanckorońskiej. Podczas pracy w szpitalu poznała człowieka chorego na serce, którego czekała śmierć, tłumaczył on jednak potrzebę bliskości z drugim człowiekiem poprzez wspólne niesienie jego bólu i wyroku, który nałożyła choroba. To właśnie o tym jest to opowiadanie. „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Ga 6:2), bo jarzmo Pańskie jest słodkie, tym mocniej jeśli współdzielone z bratem w biedzie. „…nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” (Ga 6:14), mogłaby wyszeptać w parlatorium młoda zakonnica panna de La Valliere wobec markizy de Montespan.
Wieńcząc ten wywód, mam wrażenie, że choć na pierwszy rzut oka ów zbiór opowiadań nie stał się moim ulubionym, to przy dogłębniejszej analizie, do której mnie zmusił, doceniam każdy z tekstów na różny sposób. Niewątpliwie jednak Gertrud von LeFort, obok Sigrid Undset i J.R.R.Tolkiena, stanowi bastion dla mojej czytelniczej wrażliwości i duchowości.
_
Magda Urban (IG/FB @magda.notonlyreads)